Dzień kuchni moldawskiej

05.02.2017
Dzień kuchni moldawskiej.

To bylo smakowite wydarzenie. W kuchni szefowała pani Natalia Klimowicz. Przestrzegała receptur. Z entuzjazmem i znajomością kulinariów przydzieliła każdej z pań, a było ich sporo zadanie do wykonania: cięcie pietruszki, czosnku, karpia, tarcie bryndzy, wykonanie dresingu do ryby…

Na kuchni w garnku gotowała się zupa zwana w Mołdawii ‘’Zama’’. Bardzo przypominała polski rosół- z jednym wyjątkiem, bowiem tu dodaje się do rosołu barszcz, co nadaje zupie trochę innego smaku oraz wzbogaca bukiet zapachów.

Zaraz potem przygotowano mamałygę- mało znaną w Polsce.
Do garnka wlewa się wodę i gotuje na ogniu dosypując kaszę kukurydzianą. Należy intensywnie mieszać, by kasza się nie zbryliła.
Tymczasem na patelni na roztopionym maśle smażył się twaróg, do którego w międzyczasie dodano jajka. Żeby danie się nie przypaliło, a składniki nie zwarzyły należało szybko całość mieszać.
Na piętrze D.P. czekały stoły, przykryte kolorowymi obrusami.

Po ustawieniu na nich waz z zupą, talerzy z rybami, daniem z sera i jajek zwanym „skrob”, deski z mamałygą wypadało już tylko zasiąść do uczty.
Okazało się, że do mamałygi dodaje się ostrą startą na tarce bryndzę oraz śmietanę. Naprawdę kompozycja smakuje wybornie.

Niespodziankę dla podniebienia sprawiła wszystkim pani Alena Frumosu, która co prawda póżno zawitała do D.P., ale za to przyniosła smakowicie przyrządzone przez siebie gołąbki. Danie to znane jest również w polskiej kuchni. Różnica polega na tym, że gołąbki mołdawskie są malutkie, ale tak samo smaczne jak polskie.
Pani Frumosu upiekła też ciasto. Pyszne!

Wszystkie panie z zainteresowaniem i aprobatą wysłuchały informacji o następnej imprezie: „Karnawałowych zapustach” w Domu Polskim.

A zatem do zabaczenia!